Samolot myśliwski PZL - P.45 Sokół

Skala 1:72    Choroszy Modelbud
czyli - co by było, gdyby...


      Dawno dawno temu w bardzo odległej Rzeczpospolitej... Wczesnym świtem 17 września 1940 roku...
Wojna - którą rok temu zaczęli Niemcy i Rosjanie - przynajmniej na Zachodzie skończyła się, zanim zaczęła się na dobre. Brytyjczycy - zaatakowani na morzu już w kilka dni po wypowiedzeniu wojny Niemcom - zmusili Francuzów do działania i wyjścia poza linię Maginote'a. Po trzech tygodniach - gdy polskie wojska odpierały ataki na własnym terytorium - najpierw niebronione Zagłębie Ruhry wpadło w ręce Aliantów, potem - autostrady na Berlin stanęły otworem...
     Zaskoczeni Niemcy, nie spodziewając się w najgorszych snach takiej postawy naszych zachodnich sojuszników - zaczęli jednostki z Polski przerzucać na front zachodni. Tym bardziej, że niezdecydowany do tej pory Mussolini podjął w końcu decyzję i - nie przystąpił do wojny. A wycofywane z Polski oddziały niemieckie - wpadały na zachodzie z deszczu pod rynnę... Dzięki takiemu odciążeniu naszego frontu na granicy zachodniej - i po kilku miesiącach wojny - kapitulacji Niemiec i Austrii 9 maja 1940r., oraz pomocy dostarczonej przez sojuszników nasze wojska mogły całą swą siłę skupić na obronie kraju od wschodu.
Bo na naszej wschodniej granicy ambicjonalnie chory Stalin rzucał do walki kolejne czerwone dywizje. Kiepsko wyszkolone, słabo uzbrojone, w zajmowanych przez siebie wsiach i miasteczkach siejąc terror, gwałcąc i rabując - nie miały nic wspólnego z ludowo-wyzwoleńczą armią, mającą wyzwolić Ukrainę i Litwę spod panowania "polskich panów"...

     Ta sytuacja - niestety - nie wydarzyła się nigdy. PZL P.45 Sokół nie trafił pod koniec 1939 roku do produkcji i na wyposażenie polskich pułków lotnictwa myśliwskiego, a "sprzymierzeńcy"...
     Ale biorąc model tego samolotu na warsztat - nie mogłem oprzeć się pokusie i nie umieścić go realiach - "co by było, gdyby..."

Model

     Rozpoznawalne z daleka i typowe dla Choroszego kartonowe pudełko z rzutem bocznym Sokoła (autorstwa Zygmunta Szeremety) zachęca do kupna modelu. W środku opakowanie zawiera cztery woreczki z elementami z mleczno-żółtej żywicy. Do tego kalkomanie i podwójną wytłoczkę z oszkleniem (w tym jedna pęknięta...). Plus oczywiście instrukcja sklejania i krótka historia samolotu.
     Jako, że był to mój pierwszy model z żywicy, to potraktowany został przeze mnie trochę jako "poligon doświadczalny". Choć i firma zadbała o to, by przy sklejaniu nie zabrakło mi wrażeń. Model przysporzył mi kilku kłopotów. Najpierw kiepskim spasowaniem wnętrza kabiny, potem samą jej osłoną, nie pasującą mi nijak do kadłuba. Przeróbki i poprawki - ze wględu na używanie głównie kleju cyjanoakrylowego do klejenia - zajęły mi sporo czasu i zjadły dużo nerwów. Sytuację ratował fakt, że skoro samolot tak naprawdę nie istniał - to mogłem "poszaleć" wymyślając inne wnętrze itp.
     Osłona kabiny została w końcu dołożona ze skanibalizowanego w tym celu airfixowego Defianta, końcówka przejścia kadłub-skrzydło została wymodelowana z dużej ilości szpachli i kleju "super-glue". A cała osłona silnika zwinięta z dwóch-trzech warstw kalki technicznej. (Ta oryginalna miała mniejszy przekrój, niż kadłub - w miejscu łączenia z silnikiem)
Śmigło zostało wyciągnięte z pudełka z zapasami.
     Cóż - im dalej posuwałem się z pracą nad modelem, tym bardziej szkoda mi było odłożyć go do pudełka. Ale na pewno dawał też znać o sobie mój brak doświadczenia z klejeniem modeli z żywicy.
     Malowanie - oczywiście fikcyjne/hipotetyczne - przedstawia samolot z okresu 1940-1941. Takie - popularne na Zachodzie - "co by było, gdyby"…
Do pomalowania użyłem - podkładu z puszki marki "hipermarket" i "lotniczego" zestawu Agamy dla polskiego lotnictwa z okresu międzywojennego, a kalkomanie to mix - napisy eksploatacyjne i dolne szachownice to MasterCraft, a górne, godła i oznaczenia zwycięstw to Techmod. No i "kaczorek" Zumbacha - z zestawu Spitre'a Vb Hobby Bossa "Easy".
     Zapraszam do galerii.