Niszczyciel czołgów Panzerjäger I ausf.B

Skala 1:35    Italeri/Zviezda

     Po zakończeniu kampanii wrześniowej 1939 w Niemczech rozpoczęto wycofywanie z jednostek pancernych przestarzałych już czołgów PzKpfw I, ale ich podwozia postanowiono wykorzystać do budowy pojazdów przeciwpancernych. Na kadłubie postawiono otwartą z góry i z tyłu kazamatę i ustawiono w niej armatę Škoda A.6 PUV vz. 36 kal. 47 mm, której duże ilości Niemcy zdobyli podczas aneksji Czechosłowacji.
Niszczyciel czołgów Panzerjäger walczył na froncie zachodnim i wschodnim, oraz na kontynencie afrykańskim. Co ciekawe - z ostatnimi egzemplarzami tego pojazdu zetknęli się również Amerykanie podczas zajmowania Francji w 1944 roku.

Model

     Model niszczyciela czołgów Panzerjäger I ausf.B to mój pierwszy "szkop" w skali 1/35. Leciwy już model firm Italeri/Zviezda zaliczyć można do tych średniotrudnych w budowie. Biały, łatwy i przyjemny w obróbce plastik, dobre spasowanie części pozwala na niemal bezstresową zabawę w modelarstwo. Choć i papier ścierny i szpachlówkę warto mieć pod ręką.
     Najsłabszym elementem tego modelu (jak chyba wszystkich spod znaku ZVIEZDY niestety) są gąsienice. Gumowe paski, giętkie, nawet ładnie układające się na kołach, ale nie do połączenia znanymi mi sposobami. Dopiero duża ilość kleju cyjanoakrylowego i zszywacz (sic!) pomogły w usadowieniu się gąsienic na swoim miejscu.
Okazało się również, że do gumy, z której wykonano owe gąsienice nie przylega, nie przywiera i nie łapie się jej żadna farba. Ani na podkładzie, ani bez. Ani "Humbrol", ani "Pactra". Po pomalowaniu wszystko schodzi płatami. Warto więc dokupić gąsienice z MasterBox'a na przykład.
Ale, że mój Panzerjäger miał być "prosto z pudła", to i takie "gumisie" pozostały.

     Przez dłuższą chwilę chciałem pozostawić swój model w barwie panzergrau, gdzieś z kampanii francuskiej, czy to już z walk na wschodzie, ale ostatecznie nie zdecydowałem się na to. Skutecznie zniechęciły mnie do tego oznakowania jednostek SS widniejących na tych pojazdach. Jakoś - do tych "übermensch'ów z ostaniej Rzeszy" - nie mogę się przemóc. Zresztą - ani nie narzekam, ani nie żałuję.
Jedyne "słuszne" rozwiązanie w tym momencie - to nałożenie na kolor panzergrau warstwy piaskowego błotka i upodobnienie tego niszczyciela czołgów do swojego odpowiednika z okresu walk w Afryce w składzie Afrikakorps. Tak też zrobiłem, testując jednocześnie metodę "na lakier do włosów". Jak widać - piaskowa farba schodziła jak błotko z prawdziwego pancerza ;)
     Model pomalowany kolorem panzergrau "Humbrola" (puszka sprzed około 20 lat - wciąż jak najbardziej do użytku), oraz piaskowym z Pactry (A52). Przetarcia metaliczne - to starty grafit z ołówka, a podstawka - to klasycznie u mnie - piasek i drobna ziemia wymieszana z rozcieńczonym wikolem. Bez pigmentów i malowania.
     Pozapudełkowe dodatki to hełm, plandeka i radiostacja nadawcza plus słuchawki (zrobione od podstaw).
     Przy odrobinie samozaparcia pewnie można z tego modelu "wycisnąć" znacznie więcej, choć i sam model w pudełkowym "standarcie" prezentuje się nienajgorzej.