P-47 Thunderbolt

63 Fighter Squadron, 56 Fighter Group; pilot kpt. Charles McBath.
Lotnisko Boxted, Anglia wiosna 1945r.


Skala 1:72      Revell 04185

     Amerykanie lubią mieć wszystko naj. Taki to już naród. I na dodatek im się to "jakoś" udaje. Wśród amerykańskich samolotów myśliwskich II wojny większość "naj" zebrał P-47 Thunderbolt.
     NAJwiększy, NAJcięższy, NAJmocniejszy, NAJsilniejszy, NAJliczniej produkowany i - co najważniejsze - NAJbezpieczniejszy. Zapewne kilka cech i przymiotników pominąłem, a wymienionych wyżej rozwijał (oprócz jednego) nie będę, bo wszystko na ten temat można znaleźć w wielu doskonałych monografiach dotyczących tego samolotu.
     Najbezpieczniejszy? Raporty i opinie pilotów, a także zdjęcia samolotów, które powróciły bezpiecznie na lotnisko mówią same za siebie. Z przodu potężna ochrona w postaci silnika w kształcie podwójnej gwiazdy, opancerzenie kabiny od spodu, boków i tyłu. Gabaryty, które powodowały, że człowiek w takim wielkim samolocie mógł czuć się bezpiecznie. Wreszcie konstrukcja - mocna, wytrzymała na uszkodzenia i ogień.
Doskonale ujął to kapitan Charles McBath z 56 Fighter Group 63 Fighter Squadron w swoim raporcie, złożonym po jednym z lotów:
     "... 25 lutego 1945 otrzymaliśmy rozkaz zniszczenia transportu samochodowego i kolejowego na północ od Schweinfurtu. Poleciałem jako skrzydłowy kpt. Waltera Flagg’a. Ujrzeliśmy piętnaście lub więcej wagonów stojących na bocznicy. Pierwszy zaatakował Flagg, ja leciałem za nim. Po ostrzelaniu pociąg nagle eksplodował, strzelając dymem i płomieniami. Byłem tak blisko, że nie miałem innego wyjścia i musiałem przelecieć przez to piekło. Natychmiast pochłonęły mnie całkowite ciemności, przerywane wytryskami płomieni, które objęły mój samolot. [...] Wydawało mi się, że kokpit płonie. Po wyjściu spojrzałem wstecz. Za mną pozostała chmura dymu gęsta jak cumulus, sięgająca około 1500 metrów wysokości , z płomieniami wysokimi na 300 metrów.
     Zauważyłem również, że mój samolot został poważnie uszkodzony, więc przez chwilę zacząłem myśleć o ratowaniu własnej skóry. Z prawej strony osłony silnika tryskał silny strumień oleju, a sam silnik pracował coraz gorzej. Lewa lotka i klapa były opuszczone i pozostawały w tej pozycji. W obu skrzydłach były liczne dziury, prawe było częściowo opalone, a prawa strona owiewki całkowicie zniszczona. I, żeby na tym kłopoty się nie kończyły – śmigło miało stałe obroty 1800 RPM i nie mogłem zmienić wysokości. [...]
Dymu było coraz więcej, a olejem zalany był już cały kadłub. Kokpit był tak zniszczony, że nie mogłem dojrzeć wskazań instrumentów. Moje ręce i nogi zajęte były głównie utrzymywaniem się na śliskich pedałach i orczyku. Ster wysokości był wychylony, zaklinowany i nie mogłem nabrać wysokości.[...]
Około 15mil za linią frontu (i po przeleceniu ok.200 mil – przypisek mój), kpt Flagg wskazał mi lotnisko.      Mój samolot zjechał z pasa startowego, ja wyskoczyłem, a strażacy zajęli się gaszeniem pożaru silnika. Do tej pory nie wiem i nie rozumiem, jak mój samolot przeleciał z miejsca eksplozji. Ale był to P-47, a obok mnie leciał kapitan Flagg, dodając mi odwagi, doradzając i chroniąc mnie”.

     Za przeprowadzenie tej misji i powrót z niej kpt.McBath otrzymał zasłużony DFC.1

     Kapitan Charles McBath pilotował wówczas samolot P-47 Thunderbolt „Dottie Dee”, a kapitan Walter Flagg Thunderbolta „Shoot! Youre faded”.
I byłaby to piękna „parka” z tej pewnie nie jedynej wspólnej misji, gdyby Revell się postarał bardziej...

Model
     Sam model samolotu P-47 Thunderbolt Revell wydaje od 2000 roku. Co kilka lat zmieniane są tylko kalkomanie i dodawane (lub nie) dodatkowe wypraski z bombami, dodatkowymi zbiornikami paliwa lub rakietami. I nie ma znaczenia, czy samolot je przenosił, czy nie.
Tutaj Revell dołożył kalkomanie, z których można zrobić jeden z dwóch samolotów 56 Fighter Group 63 Fighter Squadron – kapitana Waltera Flagga (na obrazku zdobiącym pudełko) i kapitana Charlesa McBath’a. W kalkomaniach „Shoot! You’re faded!” brakuje jednak... oznakowań namalowanych na drugiej stronie kadłuba: „Darling Dottie”...
Pozostaje więc samolot „Dottie Dee II” kapitana Chrlesa McBath’a.
     Druga sprawa to kolory. 61FG, 62FG, 63FG malowały swoje samoloty na różne sposoby. 63Fighter Group – w kamuflaż jasnoniebiesko – ciemnoniebieski. Prawdopodobnie. Bo oprócz opisów w literaturze, kilku zdjęć z epoki kolory nie zostały dokładnie nazwane/ustalone, a producenci kalkomanii podają - każdy swoje własne "ustalenia".
Użyłem więc mieszanek Pactry wg. własnych proporcji, korzytając z kolorów, które były stosowane w lotnictwie brytyjskim i amerykańskim (domyślam się, że ze względu na potrzebne ilości używane były te farby, które najłatwiej było dostać) i rozjaśniając je tylko bielą.
     Sam model sklejał się bezproblemowo. Jedyną niemiłą niespodziankę sprawiła mi antena, która straciła nie wiadomo gdzie i kiedy 2mm wysokości.
I już po ukończeniu modelu znalazłem informację, że P-47 McBath'a powinien mieć tylko dwa krzyże pod kabiną, oznaczające zestrzelenia. A "Dottie Dee II" była jego drugim samolotem. Otrzymał go po owej feralnej misji opisanej powyżej.



1 - raport pochodzi z: "56th Fighter Group" - Roger A.Freeman, str.111. Tłumaczenie i skróty - moje.
   - zdjęcie kpt.Charlesa McBath'a pochodzi ze strony: http://www.56thfightergroup.co.uk

Bibliografia:
"56th Fighter Group" - Roger A.Freeman, seria:Osprey Aviation Elite nr2, wyd: Osprey Publishing Limited 2000r.
http://www.56thfightergroup.co.uk/ dostęp z dn. 19.01.2015r.
http://forum.12oclockhigh.net/showthread.php?t=25642 dostęp z dn. 04.02.2015r.
http://www.littlefriends.co.uk/gallery.php?Group=56&Style=item&origStyle=list&Item=2&Temp=684&searchString= dostęp z dn. 04.02.2015r.
http://p47.kitmaker.net/ dostęp z dn. 29.01.2015r.