Samolot myśliwski Albatros D.III Oeffag (Ba.253)

Skala 1:33     WAK 8/2006     opracowanie: Maciej Lewan

     Drugi (po opracowaniu p. Pawła Mistewicza z Małego Modelarza) Oeffag w mojej kolekcji. Długo zastanawiałem się przed jego zakupem, bo nie przepadam za "klonowaniem" modeli, nawet, jeśli różnią się choćby tylko malowaniem, a Albatrosa z Małego Modelarza skleiłem kilka miesięcy wcześniej (co w kalendarzu modelarskim oznacza "niedawno")... Spodobała mi się "sklejkowa" faktura kadłuba i wzór "lozengi", jakże odbiegający od wielokolorowych wielokątów. Nie podobał się mi natomiast kolor "żółty", czyli kolor lakierowanego płótna - na tyle jaskrawy i jasny, że praktycznie nie widać białych oznaczeń. W końcu jednak model stał się moją własnością. A, że miałem akurat wolne "moce przerobowe", to dość szybko wycinanka wylądowała w kąciku modelarskim. Samolot nosi malowanie i oznaczenie z klucza "Kościuszko" 7 Eskadry Myśliwskiej, na którym najprawdopodobniej latał kpt.pil. Edward C. Corsi, dowódca klucza.

     Zacząłem od polakierowania całych arkuszy (po dwa razy z obu stron) półmatowym lakierem syntetycznym w spary'u (ColorWorks f-my Motip - z marketu "budowlanego"). Po czym błysnęły nożyczki, ożywczy zapach butaprenu rozszedł się po pokoju i się zaczęło... :) Na pierwszy rzut poszedł silnik. Fajnie sklejalny, całość pomalowałem jeszcze metalizerami Humbrola, dodałem sprężynki na wałku rozrządu, nakrętki i rury wydechowe - te zrobiłem z papieru "zeszytowego" i pomalowałem na kilka "czarno-rdzawych" kolorów mieszanką plakatówek. Doskonale nadają się one do wykonywania wszelkich "pre - i after shadingów", za jednym pociągnięciem pędzla mamy i odpowiednią fakturę, i zróżnicowane (zależnie od stopnia wymieszania farby) kolory.

     Kadłub jest dość skomplikowany. Autor pisze o większych o 1mm częściach nr1 i 14. Po co one są większe - nie wiadomo. Tym bardziej, że niepotrzebnie - i faktycznie trzeba przycinać. Należy też pamiętać o pomalowaniu wnętrza segmentu z kabiną na kolor drewna. Mieszanka żółci i brązów i tak nie dała mi oczekiwanego efektu, kolejne warstwy farby tylko pogrubiają segment i utrudniają jego uformowanie. A wystarczyłaby dodatkowa część, wklejana od środka... W kabinie należy przerobić orczyk i fotel - akurat te w modelu pochodzą z innego samolotu opracowanego przez tegoż samego autora i mają się nijak do rzeczywistych. Nie znalazłem potwierdzenia, żeby podczas wojny francuska firma Breguet prowadziła wraz z niemiecką firmą Albatros prace nad unifikacją części... Aha - podłoga na pewno nie wejdzie w przewidziane dla niej miejsce w tylnej wrędze - trzeba przycinać. Dodałem pasy, przerobiłem zegary i dodałem przełączniki. Karabiny maszynowe poprawiłem i przeciągnąłem metaliczną Humbrolką. Prace nad przednią częścią kadłuba zostały zakończone przez dopasowanie i wklejenie elementu nr.18, składającego się z kilkunastu "listków". I tu są lekkie "schody". Po dopasowaniu elementu do wręgi i przymierzeniu całości na przodzie kadłuba tworzy się "grzybek", a nie półokrągłe zakończenie kadłuba, jak choćby widoczne jest to na rysunku złożeniowym. Z "grzybkiem" poradziłem sobie w ten sposób, że element 18 wsunąłem w cz.16 na jakieś 2mm" i "jakoś" to wyszło...

     Ze skrzydłami nie ma żadnych problemów - pasują i sklejają się dobrze. Wcześniej w miejscach "wystawania" wręg zrobiłem przetłoczenia. Po dokładnym przymierzeniu i sklejeniu skrzydła "same" trzymają symetrię. Całość po raz trzeci przemalowałem półmatowym sprayem. Naciągi tym razem zrobiłem z nitek wyciągniętych z pończochy, rezygnując z nici bawełnianych itp. I tak też "przy okazji" przerobiłem MM-owego Albatrosa. Koła szprychowe - te przysporzyły mi nieco kłopotu, ale efekt jest nawet niezły. Następne będą lepsze :) I to też jest dowód na to, że praca nad modelami nie kończy się nigdy. Zawsze jest coś do poprawienia.

     Na półce oba samoloty stoją obok siebie, więc porównanie modeli jest nieuniknione.. Na plus nowego opracowania przemawia na pewno jakość druku, na minus (jak dla mnie) problemy z "grzybkiem" oraz brak kilku elementów, które ułatwiły by pracę (pokrycie wnętrza kabiny i choćby krótka instrukcja, jak zrobić koła szprychowe - a są na to wolne dwie strony). Wadą jest też silne rozdwajane się kartonu - czy przed, czy po lakierowaniu, karton łamie się i pęka (przy przetłaczaniu np.: igłą) oraz rozdwaja się przy formowaniu. Mały Modelarz - to również brak problemów z dopasowaniem elementów, pełna instrukcja sklejania. Tylko jakość druku pozostawia wiele do życzenia... No, ale oba modele dzieli prawie dekada...