Samolot myśliwski Fokker D.VII

Skala 1:33    wyd.GPM 17/2001    opracowanie: Z.Sałapa

     Fokkery D-VII trafiły do naszego lotnictwa tuż po zakończeniu działań wojennych. Kilka pozostało na lotniskach opuszczonych przez Niemców, w 1919 zakupiliśmy ich partię we Francji i Niemczech. Łącznie w Polsce używanych było ok.50 sztuk tego lubianego przez pilotów samolotu. W polskim lotnictwie był to typowy "koń roboczy": zdał egzamin jako samolot myśliwski, pościgowy, szturmowy, wreszcie jako lekki bombowiec. Po zakończeniu wojny służył do końca lat dwudziestych w eskadrach myśliwskich i szkolnych. Łatwy i przyjemny w pilotażu, wytrzymały i "wybaczający" błędy początkującym pilotom. Jest to jeden z tych samolotów - budowanych z tak nietrwałych materiałów, jak sklejka, płótno i drut, które jednak zapisały się trwale w historii polskiego lotnictwa.

     Model przedstawia samolot, na którym w czasie Wojny Polsko-Bolszewickiej latał jeden z naszych asów; pilot, który wykonał pierwszy lot bojowy w polskim lotnictwie, zanim jeszcze nasza niepodległość została oficjalnie uznana - Stefan Bastyr.

     Tak jakoś się złożyło, że ten Fokker jest moim pierwszym modelem "patyczaka". W naszym jedynym "sklepie modelarskim" trafiłem na niego w grudniu 2004, wyboru za wielkiego nie było więc został u mnie... i tak się zaczęło... W pierwszej chwili miał być modelem do sklejenia przez święta. Potem jednak ciekawość zwyciężyła i zaczęło się zbieranie materiałów. W tzw. "międzyczasie" ruszyła produkcja modelu. I porównywanie z zebraną dokumentacją. I - jak się okazało - kilka przeróbek wykonać trzeba było. Model ma jeden dość poważny błąd - mianowicie kratownica kadłuba spawana była z rur stalowych, natomiast w modelu do wykonania jest jako konstrukcja z... drewnianych wzdłużnic. Ale szybko i łatwo te elementy z wycinanki można zastąpić częściami z odpowiedniej grubości drutu. Cóż, jak już zabrałem się za kabinę, to wiedziałem, że to koniec ze "standardem". Więc od podstaw wykonałem drążek - druciki plus rękojeści i przepustnice wytoczone na wiertarce z odcinka wykałaczki i pomalowane Humbrolami. Dodatkowe zegary (oczywiście "przeszklone" kroplą wikolu), naciągi na kratownicy, pompka do paliwa, busola, linki do sterów, no i oczywiście delikatne przebarwienia "płótna" od wewnątrz powstałe za pomocą kredek "Bambino". Fotel i pasy są z oryginału (znaczy - z wycinanki), deska z zegarami również, choć oczywiście "przeszklona".

     Kolejny widoczny i ważny element - karabiny maszynowe. Moje Spandau'y 08/15 otrzymały perforowane chłodnice, całość przetarłem "gun metalem" i wypolerowałem na wysoki połysk. Jak już kadłub został sklejony - przyszła pora na silnik. Zastanego w modelu Mercedesa D.III siłą rozpędu zwaloryzowałem całkowicie. Pościągałem rysunki, fotki, rozrysowałem całość "po swojemu", posklejałem, pomalowałem, dodałem nowy rozrząd, świece, kable, aparat zapłonowy, pompki i pompy, śruby, śrubki i nakrętki. "Zmetalizowałem", poprzecierałem i... okleiłem dokoła "blachy" kadłuba. W ten sposób zakryłem jakieś 90% silnika. Od góry doszła jeszcze rura wydechowa i paski łączące przód okapotowania z podstawami km-ów. I tak z silnika pozostało wspomnienie pracy wykonanej "na darmo" i... satysfakcja.

     Cała reszta to już banał. Poprawnie wykonane zastrzały powodują, że skrzydła "same" trzymają symetrię, a brak naciągów nie odstraszy od sklejenia tego modelu mniej zaawansowanych modelarzy. Model sklejał się przyjemnie i bezproblemowo. Duża ilość rysunków montażowych i krótki opis budowy ułatwiają pracę. Błędem praktycznie nie do poprawienia jest kolor lozengi - posiada zdecydowanie za jaskrawy i za jasny odcień. Pomogło trochę kilkukrotne przemalowanie całości półmatowym lakierem syntetycznym w sprayu, ale sprawy do końca to nie rozwiązuje. Problemem może też być wykonanie wygiętej rury wydechowej (a w sumie kilku rur tworzących jedną). Ja polutowałem miedziany drut, dociąłem i powyginałem do odpowiednich kształtów i pooklejałem małymi paskami chusteczki higienicznej nasączonej wikolem. A potem "rdzawa" plakatówka upodobniła ów detal do oryginału. Do pomalowania zastrzałów i do retuszu przedniej części kadłuba użyłem Humbrola 117.

     I to już był koniec pracy nad tym modelem, a początek nad serią samolotów z tamtego pięknego okresu.