Krakowski Festiwal Modelarski


IPMS Kraków i Muzeum Armii Krajowej - 01-02.06.2013

     Drugi już Festiwal Modelarski organizowany przez modelarzy skupionych w IPMS Kraków odbył się w dniach 01-02.06.2013r.
Również i tym razem dla modelarzy swe gościnne podwoje szeroko otworzyło Muzeum Armii Krajowej w Krakowie. W sumie 237 wykonawców miniatur w przeróżnych skalach z Polski, Węgier, Czech i Słowacji nie przejmując się pogodą ściągnęło pod Wawel.
A jaka jaka to była impreza - słów kilka...
     Dzień pierwszy: w Krakowie byłem po godzinie dziesiątej rano. Od wyjazdu z Sącza niemal ciągle padał deszcz. W Krakowie wjazd do Muzeum zwyczajowo - przeoczyłem :) Małe kółko i za drugim razem bezproblemowo wjechałem na parking.
     Tym razem miejsca postojowe zorganizowano nie pod samym Muzeum, ale pod estakadą - niecałe 100 metrów od wejścia. Zalety - dużo miejsca, nie ma ścisku, obijania drzwi i podobnych "przypadłości" parkingowych. Kolejki do kasy o tej porze jeszcze nie było, na stołach miejsca do wyboru, do koloru.
     Na stoliku "organizacyjnym" czekały na mnie już podrukowane i perforowane karty startowe. Cała "biurokracja" trwała więc nie więcej jak 60 sekund :) Rekord raczej nie do pobicia na innych imprezach modelarskich :)
     Powoli schodzili się modelarze i pierwsi widzowie, stoły zaczęły powoli uginać się od wszelkiego "dobra". Były i cukierki od IPMS Silesia, była też i "Sałatka Brata Silesianina" (Mietku - kabanosik pycha! :))
W tym roku miejsca na żadną klasę nie brakowało. Choć w pancerce trochę ścisku, tłoku i wciskania lufy pod zbiorniki paliwa było ;) To zrozumiałe - w końcu najbardziej oblegana kategoria. Spokojnie można było chodzić pomiędzy stołami i w wolnej od rozmów ze znajomymi chwili robić zdjęcia.
     Około południa miało miejsce spotkanie z ppłk. Tadeusz Bieńkowiczem – ps."Rączy" z II/77 pp. AK. Wspomnienia żołnierza Armii Krajowej momentami jeżyły włosy na głowie...

     W niedzielę słońce zaświeciło nad Krakowem chyba właśnie po to, by przez szklany dach nad dziedzińcem przyjrzeć się lepiej modelom. Dzięki temu my na nie mogliśmy popatrzeć przez różowe okulary. A przeciwsłoneczne na pewno.
     Na rozmowach i wspólnym oglądaniu modeli szybko minął czas do południa. Takie "grupowe" oglądanie ma swoje zalety - można z innej perspektywy czasem popatrzeć na model, który w pierwszej chwili nie zwrócił na siebie uwagi.
     A w południe - rozdanie nagród i przed godziną czternastą stoły i Muzeum opustoszały...
Wczesne rozdanie nagród to też zaleta - ci z dalsza wcześniej wyjadą w drogę, unikając popołudniowych korków.
     Giełda tym razem znalazła się na piętrze, gdzie choć ciemno trochę było, to miejsca wystawienniczego nie brakowało. Może klientów... Ale już od dawna wiadomo, że niska siła nabywcza nie wynika z wysokich cen modeli, a raczej z naszych niskich zarobków...

     Podsumowując - z mojego punktu widzenia - same pozytywy. Począwszy od szybkości i łatwości obsługi na miejscu na wstępie, po sprawnie zorganizowane zakończenie.
     Co ważne - wszystko było robione pod kątem jak najlepszej "obsługi" startujących, a nie wygodnictwa organizatorów. A Organizatorzy - zawsze na wyciągnięcie ręki, doskonale znający rozłożenie poszczególnych klas na stołach i odpowiedzi na wiele pytań; i pomimo nawału pracy - wciąż uśmiechnięci i życzliwi. Było po prostu miło i sympatycznie. Określenie - "rodzinna atmosfera" - doskonale pasuje do tego Festiwalu.
     Do zobaczenia za rok. Bo inaczej być nie może.